Nóż między wersami
Nawigacja
Nóż między wersami
Opowiadania
Wiersze
Artykuły
Inne
Foto - video
O mnie
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Ostatni z żyjących

(fonetyczny zapis zawartości nośnika z nagraniem audio)

To już koniec. Wszyscy odeszli. Wszystko się skończyło. Zostałem tylko ja, ostatni z żyjących, a już za chwilę zabraknie i mnie. Czy smuci mnie to? Ani trochę. Jestem zadowolony, ba! Jestem szczęśliwy.

Wszystko zaczęło się w momencie, kiedy byliśmy w stanie zmodyfikować nasze mózgi na tyle, by czerpać przyjemność z tych rzeczy, jakie sami mogliśmy sobie wybrać. Na przykład z małej mieniącej się kostki, wysyłającej do narządu wzroku specjalny sygnał, który pobudzał nasz ośrodek przyjemności. Innymi słowy, sprawiał, że doznawaliśmy orgazmu. Ot tak, po prostu, w każdym miejscu i chwili, na wyciągnięcie ręki. Seks stał się przeżytkiem. Wiązało się z nim zbyt dużo przygotowań, niepotrzebnego ryzyka, wywoływał zbyt dużo nieprzyjemnych emocji. Stał się rozrywką retro. Z czasem w ogóle wyeliminowaliśmy odczuwanie z niego przyjemności. Oczywiście dobrowolnie – nikt nie chciał niechcianych ciąż i kłopotliwych sytuacji, w jakich mogliśmy się znaleźć, kiedy daliśmy się zawładnąć namiętności. Trzeba jednak odróżnić od niej miłość; wprawdzie nauczyliśmy się sterować mechanizmem zakochania tak, żeby aktywować go w określonych okolicznościach i w stosunku do określonej osoby (wybieranej pod kątem dopasowania genetycznego, charakterologicznego, czasem, chociaż coraz rzadziej, z powodów politycznych) – było to zwyczajnie pożyteczne społecznie. Poza tym wzmacniało więzi rodzinne, a trzeba pamiętać, że dzieci rodziło się już wtedy bardzo mało. Z miłości zrezygnowaliśmy całkiem niedawno, zaledwie kilka wieków.
Niemal równocześnie ze stymulacją pozytywnych uczuć nauczyliśmy się też niwelować te nieprzyjemne. I takim sposobem udało nam się pozbyć bólu. Rzecz jasna nie dokonaliśmy tego od razu i na całej populacji, jednak walka z cierpieniem, przede wszystkim fizycznym, stała się największą walką całej ludzkości. W końcu, po wielu, wielu latach starań doprowadziliśmy do stanu, w którym te śmiertelne choroby, jakich jeszcze nie udało nam się pokonać, były tylko niedogodnością fizyczną – pacjenci nie czuli żadnego bólu, umierali z uśmiechem na ustach. Nie cierpli też ich bliscy – ich mózgi były stymulowane w ten sposób, by nie odczuwać długotrwałego żalu i nostalgii (po pewnym czasie zdecydowaliśmy się wyłączyć te uczucia w ogóle). Nikt nie bał się też już śmierci – ten najbardziej prymitywny i bodaj najbardziej przydatny z instynktów żywych istot ograniczyliśmy do takiego minimum, by nie narażać samego siebie na niepotrzebne niebezpieczeństwo.
Jednak nawet, kiedy nie odczuwaliśmy już żadnych negatywnych uczuć, wciąż borykaliśmy się z problemem jednostek, które wykorzystywały to, czerpiąc przyjemność z niesienia śmierci i zniszczenia (albo przynajmniej kradzieży czy rozboju). Dopiero modyfikacja ich mózgu, zmieniająca powód przyjemności z rzeczy szkodliwych społecznie na pożyteczne (jak praca charytatywna, rozwój naukowy) sprawiła, że i ten problem stał się przeszłością. Już wtedy żyliśmy niemal jak w utopii.
Z roku na rok rodziło się coraz mniej dzieci, zmuszeni byliśmy więc przyspieszyć nas rozwój techniczny. W tym celu przekierowaliśmy nasze pragnienia z błogiego lenistwa i kontemplacji natury i sztuki (jak również jej wytwarzania) na pracę naukową. Oczywiście w zakresie nauk ścisłych; społeczne stały się w zasadzie niepotrzebne, dla bezpieczeństwa pozostawaliśmy zaledwie kilkanaście takich ośrodków naukowych na całym świecie. Dzięki temu rozwinęliśmy naszą cywilizację tak bardzo, że w zasadzie całą pracę wykonywały za nas maszyny (z pracy zwierząt zrezygnowaliśmy już dawno temu, podobnie jak z jedzenia ich mięsa – nasza idea likwidacji cierpienia odnosiła się do wszystkich żywych istot. Z tego też powodu zmodyfikowaliśmy genetycznie stworzenia udomowione – tak, aby nie tylko nie odczuwały bólu i trwały w permanentnym stanie szczęścia i spełnienia, ale też nie czerpały przyjemności z krzywdzenia innych zwierząt i były przystosowane do spożywania innego rodzaju pokarmu).
Kiedy w sensie technologicznym nie musieliśmy się już w zasadzie o nic martwić, wyłączyliśmy pragnienie ciągłej pracy i powróciliśmy do kontemplacji natury i różnorakich ekspresji artystycznych. Był to ostatni i najbardziej dojrzały okres w dziejach sztuki; powstało tak wiele nurtów i tak wiele różnych form tej działalności, że zmuszeni byliśmy ograniczyć do minimum próby totalnego jej zrozumienia, krytyka stała się zawężona do konkretnego zjawiska, twórcy, dzieła, a czasem nawet jedynie do tego dzieła fragmentu.
(krótka przerwa)
Jednocześnie coraz więcej było chętnych do egzystowania w innej rzeczywistości; tak powstały symulatory snu, w jakie można było podłączyć się na zawsze, a przynajmniej do momentu powolnej, nieostrej śmierci, w zupełnie innym, wykreowanym przez nas samych świecie (gwoli ścisłości należy dodać, że bardzo często były to światy pełne okrucieństwa i cierpienia, chociaż niepozbawione sił z nimi walczących). Ci, którzy przez przypadek wybudzili się po wielu latach z takiego snu twierdzili, że ich sen zaczął żyć własnym życiem, czasami nieomal zupełnie odbiegając od tego, co ich twórca zaplanował na początku. Jeden z wybitnych artystów przedostatniego stulecia tuż przed ponownym zanurzeniem się w ten sen (odłączyliśmy go od aparatury zaledwie siedemdziesiąt kilka dni temu) stwierdził, że to nie sen znalazł się w jego umyśle, a on został został wymyślony przez swój sen. Chyba już wszystko jasne. Tu jest tak pięknie. Krew płynie powoli. Co jeszcze mogę powiedzieć?
Aaa, dzięki „magicznemu pyłowi1” niemal wyrwaliśmy się z objęć śmierci, przynajmniej tej biologicznej. Bo wypadki wciąż się zdarzały. I chociaż nikt z tego powodu nie cierpiał, ani ofiary, ani rodziny ofiar, było nas coraz mniej – rozmnażać przestaliśmy się już dawno temu.
Byliśmy szczęśliwi, tak szczęśliwi jak tylko mogliśmy być.
(kilka głębokich,ciężkich oddechów)
Pewnie spodziewacie się, jeśli w ogóle do tego dotarliście, jeśli udało wam się to odczytać, przetłumaczyć, zrozumieć, wszechświat jest tak pełen tajemnic... Że teraz nastąpi jakiś zwrot, straszliwa tragedia, okaże się, że gdzieś popełniliśmy błąd albo coś przeoczyliśmy. Tyle, że nic takiego się nie stało. Po prostu po pewnym czasie doszliśmy do wniosku, że życie absolutnie szczęśliwe niczym nie różni się od nieżycia. Wiem, że, jeśli jesteście na tym etapie rozwoju, na którym my byliśmy wiele tysiącleci wcześniej, może się wam to wydać absurdalne i nienaturalne, tyle, że nie trzyma nas już przy życiu żaden instynkt; sami się go pozbyliśmy. Tak więc postanowiliśmy odejść. Oczywiście nie od razu, ale stopniowo coraz więcej z nas odchodziło. I w końcu zostałem tylko ja. Ale nie po to, żeby przetrwać, miałem tylko wszystkiego dopilnować. Bo wiecie, chcieliśmy zostawić świat takim, jakim go zastaliśmy. Dlatego nie znajdziecie zbyt wiele śladów naszej obecności. A po latach może zostać tylko ta wiadomość, którą zresztą będziecie mogli uznać za spreparowaną...
(głęboki oddech)
Zostało mi już niedużo czasu. Ale też niedużo do opowiedzenia. Jeśli chodzi o świat, zmniejszyliśmy też ilość cierpienia w przyrodzie, oczywiście na tyle, na ile mogliśmy to zrobić, nie unicestwiając jej samej. Nie martwcie się; nie zabraliśmy woli życia żadnej z dzikich istot.
(dłuższa przerwa)
Teraz wszystko jest już zrobione...
Jeśli w końcu znajdziecie ten zapis, pewnie poczujecie żal. I nostalgię. I całą gamę innych uczuć (o ile je posiadacie, co jednak wydawało się nam nieodłącznym elementem pewnego etapu rozwoju cywilizacji). Nie dziwcie się jednak temu. Też byśmy się tak czyli, gdybyśmy już dawno temu nie pozbyli się możliwości odczuwania tych uczuć.
(kolejna przerwa, głos z wolna cichnie)
A w końcu dojdziecie do wniosku, że doprowadziliśmy się do samozagłady. I zapewne... że okazaliśmy się za słabi. Że ostatecznie brakło nam woli życia, instynktu, że pozbawiliśmy się samych siebie. I dlatego nasza cywilizacja upadła. (mówiący wypowiada słowa coraz wolniej, słychać, że ich artykulacja jest dla niego coraz większym wysiłkiem)
Lecz czy naprawdę jest to upadek, zagłada? A może to uwolnienie, absolutne spełnienie, ostateczny sukces, najwyższy stopień rozwoju? Może właśnie ostatnim etapem rozwoju cywilizacji i jego uwieńczeniem, zakończonym pełnym sukcesem! Jest jej nieistnienie... Nieistnienie... Moje myśli są coraz mniej niewyraźne. Mogłem odejść w inny sposób, do końca mając... ale chciałem inaczej. Siedzę tuż przy brzegu rzeki. Wartkiej. Krew spływa mi z nadgarstków do dwóch czar. Kiedy już umrę, osunę się i wraz z nimi wpadnę do wody. Nurt zniesie mnie w stronę wodospadu. A w końcu, po wielu dniach wędrówki, dotrę do ujścia. Do morza. Nieskończonego bezkresu...mórz. Morza.
(długa chwila ciszy)
Może to właśnie zwieńczenie... Ale to nas nie interesuje, nauka to też tylko jeden z etapów, potem staje się niepotrzebna, jak wiele innych... przeżytków.
(kolejna przerwa)
Nie wierzymy w życie po śmierci. Zresztą, czy moglibyśmy być szczęśliwsi niż tu? Odkryliśmy sekret szczęścia. A jednak jest w tym pewna monotonia. Czy byłoby to lepsze? A jest to mało prawdopodobne. Choć nie wykluczone...
(kilka niezrozumiałych dźwięków, mowa staje się coraz mniej wyraźna)
Jeśli... Myślę tak wolno, ale... jasno...
(znowu niezrozumiały dźwięk, coś jak „zresztą” albo „wreszcie”)
Jeśli cokolwiek teraz czuję to... żal. Żałuję, że nie czuję...
(niezrozumiałe słowo)
… żalu z powodu swojego... odejścia. Czy to więc... żal?
(cisza)
Słyszycie strumień, wiatr...
(jakiś niezrozumiały dźwięk, potem cisza i nagle odgłos osunięcia się czegoś, potem szept)
Świst (?)... taki piękny...
(niezrozumiały bełkot, szum strumienia)

Komentarze
Brak komentarzy.
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie | fashiontrends.icu | frmode.eu